Zmiany, porządki... idzie nowe! | czytadło nr 12 'Magia sprzątania'


Odświeżyłam bloga, jest minimalistycznie jako że nadmiar nie służy. W domu też po raz kolejny przeprowadziłam odgruzowywanie, ale tym razem wzięłam sobie do serca rady Marie Kondo z książki "Magia sprzątania" (Wyd. Muza, 2015). Książki ogólnie nie nazwałabym wybitną (szczególnie pod względem językowym), wiele razy przekartkowywałam ją, by dotrzeć do "sedna", jednak ogólna koncepcja autorki do mnie przemawia - powinniśmy otaczać się wyłącznie rzeczami, które dają nam radość. Jeśli coś nie daje nam radości, należy się tego pozbyć. Dotyczy to nawet pamiątek, które tak skrzętnie upychamy po strychach, pudełkach i wszelkich zakamarkach. Taki cytat:

Powinniśmy cenić nie wspomnienia, ale osobę, którą dzięki nim się staliśmy. To lekcja, jakiej mogą nas nauczyć przeglądane przez nas pamiątki. Przestrzeń, w której żyjemy, powinna otwierać się dla osoby, którą się stajemy, a nie tej, która byliśmy w przeszłości.

Trudno się rozstać z niektórymi pamiątkami. Ja na przykład wciąż przechowuję słoiczek potpourri z wyjazdu do Rajczy w 1998 roku, kiedy to zakochałam się po raz pierwszy. Mimo że ostatecznie znajomość ta nie zakończyła się happy endem, nie mogę się rozstać z tą pamiątką - ma słodko-gorzki smak. Pozbyłam się natomiast na przestrzeni lat wszystkich swoich pamiętników (przy tym sprzątaniu wpadł mi w ręce ostatni i po przejrzeniu skończył w koszu). Historie pierwszych zauroczeń i nastoletnich problemów - moim zdaniem - lepiej zniszczyć. Nasze dzieci same przez to przejdą, a nikt po latach chyba nie chciałby do tego wracać. Przynajmniej ja nie chcę.

Okazało się, że wiele wytycznych Marie Kondo stosowałam już wcześniej, jednak nigdy aż tak rygorystycznie. Przykład? Ubrania "po domu", których miałam całą szafkę, a wciąż dokładałam do niej nowe. Marie słusznie zauważa, że życie ucieka nam przez palce, dlatego powinniśmy celebrować nawet czas domowy, a do tego przydaje się odpowiednia atmosfera, na którą składa się choćby ubranie. Jeśli chcemy czuć się dobrze ze sobą w swoim domu, zacznijmy celebrować czas w nim spędzany, choćby poprzez ubieranie się w stroje domowe - a jakże - ale specjalnie do tego przeznaczone, a nie odrzuty i starocie. Oczywiście, ja sama nie poleciałam do sklepu, by kupić sobie dres, którego od teraz będę używać w domu, jednak wyrzuciłam 90% ubrań, które miały mi służyć jako te "po domu". Podobnie postąpiłam z piżamami. Miałam ich w sumie sporo, ale większości jakoś nie lubiłam - pozbyłam się ich, na ich miejsce zaś nabyłam po straszliwych cenach w Pepco nowe letnie piżamki, w których od razu mi się poprawił humor. Uwierzcie - mała rzecz, a jak zmienia podejście. Przesortowałam też bardzo dokładnie torby z rzeczami, które spakowałam na strych przed ciążą, a które teraz odgrzebałam. Wiele ubrań niestety na mnie nie pasowało. W pierwszym odruchu odłożyłam je z powrotem do toreb "na lepsze czasy". Potem jednak wróciłam do nich z pytaniem, czy dają (dadzą) mi szczęście - wyszło na to, że większości jednak nie chcę zatrzymać. Wszystkie rzeczy w dobrym stanie wyprałam i przekazałam do domu samotnej matki. Może komuś innemu jeszcze dadzą szczęście.

Kolejna rzecz z książki, do której doszłam sama już wcześniej - nie zostawiajmy "wyjątkowych" rzeczy, na przyszłe wyjątkowe czy magiczne chwile, bo nie ma pewności, że taki moment w ogóle nadejdzie, a cóż jest złego w chwili obecnej, by nie móc jej celebrować? O co właściwie chodzi, np. o świece zapachowe, które dostajemy w prezencie. Sama przez wiele lat trzymałam przeróżne świece i świeczniki, część w pudełkach, żal mi było ich używać, ale ta właściwa chwila jakoś nie nachodziła, świece się kurzyły lub obijały, no i wietrzały. Już nie były takie wspaniałe i wyjątkowe. Sole do kąpieli, żele pod prysznic, ładna bielizna, szpilki, biżuteria, zastawa stołowa - wszystko to, co chowamy z myślą o specjalnych okazjach często nie ogląda już światła dziennego - najczęściej z zakamarków trafia prosto do kosza na śmieci.

Nie ma nic złego w celebrowaniu codzienności!

Układanie skarpetek w pionie, czy codzienne rozpakowywanie całej zawartości torebki to pewnie niegłupie pomysły, ale mnie - przynajmniej w obecnych warunkach mieszkaniowych - nie przekonują. Niemniej po tym ostatnim sprzątaniu/selekcji oraz ułożeniu wszystkiego na swoim miejscu, w domu czuję różnicę. Łatwiej mi się sprząta, bo wiem, gdzie co odłożyć, wiem, co gdzie jest, lepiej mi się oddycha. Wizualnie nie zmieniło się zbyt dużo, ale w moim podejściu zaszła zmiana i myślę, że to właśnie o to chodzi, dlatego polecam zajrzeć do tej książki. Może i Wam pozwoli odetchnąć pełną piersią :)

***

I jeszcze słów kilka w związku ze zmianami na blogu. Wciąż szufladkowałam się z tym blogiem jako krafterka. Nie tworzę niestety aż tak dużo i często jak bym chciała, za to jest wiele innych tematów, na które chciałabym się wypowiedzieć, bo życie przecież składa się z miliona różnych rzeczy. Nie zamierzam nagle zacząć pisać wyłącznie o książkach czy o dzieciach, jednak blog ten, jak sama zmiana nazwy wskazuje, nie będzie już wyłącznie o moich pracach/robótkach (juliettqa's handcraft), ale o tym, co mnie w życiu kręci i napędza, o moim świecie, do którego serdecznie wszystkich zapraszam!


* Zdjęcie pochodzi ze strony designyourlife.pl
** Post nie był sponsorowany ani przez wydawnictwo Muza, ani przez firmę Pepco ;)

Etykiety: , ,