Czytadło nr 11/2016


Na facebooku podczas czytania książki M. Birkegaarda - Biblioteka cieni (Wyd. Świat Książki 2011) wspomniałam o jednym z przemyśleń, jakie mnie nagle naszło:

Poszłam rano po pieczywo i tak sobie o tej książce rozmyślam, że się może położę i poczytam i nagle takie wyrzuty sumienia - przecież zamiast czytać powinnam zająć się milionem innych rzeczy, zrobić coś POŻYTECZNEGO. Jak się w tę moją pecynę nie walnę, przecież czytanie, o ile oczywiście nie zajmuje kompletnie całego czasu jest super pożyteczne, ale skoro nawet JA mogłam coś tak beznadziejnego pomyśleć, to co dopiero mówić o tzw. statystycznych Polakach, którzy książki rzadko czytają, no bo właśnie, może też uważają to za stratę czasu i nic pożytecznego?! Z tą myślą na pewno zasiądę dzisiaj do książki choć na chwilę, a dla Was jeszcze cytat z Cienia wiatru Zafona: Książki są lustrem: widzisz w nich tylko to, co masz w sobie.

Książkę połknęłam, bo inaczej się tego nazwać nie da ;) Jest absolutnie w moim ulubionym, magicznym, Carrollowym, stylu. Już po pierwszym zdaniu wiedziałam, że to będzie wspaniała przygoda:

Pragnienie Luki Campellego, by umrzeć w otoczeniu ukochanych książek, spełniło się w pewien późny październikowy wieczór. (s. 5)

Cytaty:
>> Czytanie może bardzo przeszkadzać, ba, może nawet być niebezpieczne. (...) I to nie tylko dla tego, kto czyta, ale też dla wszystkich w pobliżu... Bierne czytanie to nie żarty!
(...)
Wyobraź pan sobie, że wszyscy dokoła czytają bez ograniczeń (...) Słowa i zdania fruwałyby w powietrzu jak płatki śniegu w zadymce. (...) Zmieszałyby się ze sobą, posklejały w niezrozumiałe frazy, podzieliłyby się, żeby potem znów się łączyć w całkiem nowe akapity i w nowe rozdziały. Oszalałbyś pan, próbując znaleźć sens w czymś, co żadnego sensu nie ma. (s. 35)

>> Teksty bez czytelników niczego nie mówią. Potrzebni są czytelnicy, a wtedy książki mówią, oj, mówią. Ba, one wręcz śpiewają, szepczą, krzyczą... (s. 35)

>> Dopóki Jon nie podrósł na tyle, by na serio czytać książki, do jego ulubionych zajęć należało szukanie zakładek w świeżo nabytych egzemplarzach. Stało się to jego manią, tak jak u innych kolekcjonowanie znaczków czy monet, a rozmaitość zakładek była niemal tak samo duża jak w wypadku znaczków czy monet. Zdarzały się całkiem zwyczajne zakładki, prostokątne kawałki kartonu z jakimś motywem, który miał związek z książką lub nie. I były też bardziej neutralne - czyste kawałki papieru, sznurki, gumki albo banknoty. Inne znów mówiły pośrednio o zwyczajach lub zainteresowaniach czytelnika: pokwitowania, autobusowe karty rabatowe, bilety do kina i do teatru, listy zakupów, przekazy pocztowe albo wycinki z gazet. Znajdował wreszcie zakładki osobiste, jak: wizytówki, rysunki, listy, kartki pocztowe i fotografie. Być może list albo pocztówkę przysłała ukochana osoba; na odwrocie zdjęć zdarzały się pozdrowienia albo wyjaśnienia; rysunek był może prezentem od dziecka. (...)
Gdy będąc dzieckiem, nie potrafił znaleźć sobie innego zajęcia, wyciągał skrzynkę, rozkładał zakładki na podłodze jak karty do gry i wyobrażał sobie historie, które zakładki te uruchamiały w jego fantazji. (s. 38/39)

>> Widzisz? Wiesz, że wygrałeś. I to tak dużo, że zacząłeś się bać, iż to utracisz.


A z korektorskiego punktu widzenia, dokładnie w środku książki i to dwa razy na jednej stronie znalazłam błędy sasasasa ani wcześniej, ani później żaden nie rzucił mi się w oczy ;) (no poza uchybieniami łamania, ale to zależy też bardzo od zasad panujących w danym wydawnictwie).


Podsumowując, jeśli ktoś lubi klimaty powieści J. Carrolla, powinien miło spędzić czas z tą książką. Innym też polecam :)

Etykiety: , , , ,